Agatka & Kamil

Zdjęcia z reportażu ślubnego - Hektor Werios Dzień zaczął się wcześnie. Początkowo byliśmy spokojni. Odebraliśmy zamówiony wcześniej chleb na nasze powitanie i pojechaliśmy z Beatą, florystką obejrzeć salę. Po powrocie do domu zaczęliśmy się stresować. Powiedziałam do Kamila: "To moja ostatnia panieńska kąpiel... " i trzęsącymi się rękoma walczyłam z kurkiem od ciepłej wody. Potem była wizyta u fryzjera i nerwowe spoglądanie na zegarek. Zdążę! Nie... nie zdążę! Mamy trzy minuty opóźnienia! Tłumaczenie fryzjerki, że zegarek się spieszy nie pomagało. Ale Renata to profesjonalistka, skończyła podpięcie koka pięć minut przed czasem. Pędzimy, więc do kosmetyczki. Dorotka widziała, że jestem zdenerwowana, więc przytula mnie na powitanie z zabrała się do pracy. A ja... ciągle zestresowana. "Która godzina? Przecież nie mogę się spóźnić na własny ślub...".

Chwilę po 12 do Doroty weszła mama z Hektorem i Jarkiem. Ich uśmiech i spokój podziałały jak lek uspokajający. Świadomość, że jest z nami ktoś, kto ma "w tych sprawach" doświadczenie całkowicie mnie odprężyła. Ciągłe żarty Hektora były zbawienne. Potem był powrót do fryzjera na podpięcie grzywki i welonu. Chłopaki w salonie fryzjerskim czuli się jak w domu! Żeby zdobyć właściwe ujęcie byli w stanie przewrócić wszystko do góry nogami. Potem wszystko nabrało tępa. Szybkie ubieranie... ale jak założyć tę sukienkę? Od góry? A fryzura? Od dołu... Od góry! Przyjazd Pana Młodego i błogosławieństwo. A po błogosławieństwie to, co najważniejsze ŚLUB! W kościele było pięknie - biało od kwiatów i tiulu. Pachniało frezjami i liliami.

Do dziś mój teść wspomina Hektora, który chodził na rzęsach, bo z tej perspektywy miał najlepsze ujęcia Uff... już po ślubie! I nawet się nie popłakałam w czasie przysięgi! Kamil był spokojniejszy i... tak bardzo szczęśliwy! Dojechaliśmy do sali weselnej! A tam: pierwsze kroki małżeńskie - pierwsza małżeńska lampka szampana, pierwszy rosołek, i ziemniaczek, i pierwszy taniec! O Boże, gdzie są moje nogi? Czy ta galareta pod sukienką to moje nogi? Po pierwszych sekundach piosnki cały świat przestał istnieć. Był tylko ON! Uśmiechnięty i pewny swoich kroków. Patrzył na mnie takimi wielkimi oczami, z których płynęła miłość. Teraz wiem, że Hektor robił nam zdjęcia, że wszyscy stali wokoło i bili brawo, że co chwilę błyskał flesz. Wtedy nic nie widziałam i niczego nie słyszałam.

Po pierwszym tańcu mogliśmy powiedzieć, że to, co najgorsze mamy już za sobą - nie popłakałam się w kościele, a podczas pierwszego tańca nie potknęłam się o własne nogi i o sukienkę, nie przewróciłam się, Kamil mnie nie zdeptał, nie urwał mi się tren. Więc zabawę czas zacząć. Od tego momentu zaczęliśmy zauważać otaczających nas ludzi, piękno sali i wszechogarniającą radość. Bawiliśmy się doskonale. Mieliśmy fantastycznych gości i cudowną atmosferę podczas całego wesela - wszyscy świetnie się bawili, wszyscy byli tacy piękni i odświętni, wszyscy byli dla nas, a my dla wszystkich. Hektora prawie nie zauważaliśmy, pojawiał się ni stąd ni zowąd, gdy ktoś się z nami żegnał i robił nam zdjęcie na pamiątkę. Nie wiem, kiedy zrobił blisko 500 zdjęć...?! Goście gratulowali nam wyboru orkiestry, która ciągle nas zaskakiwała ciekawymi zabawami i pięknymi piosenkami.

Ale orkiestra to tylko część sukcesu, pozostała część zależy od gości. A goście... Można ich nam pozazdrościć! Bracia Pierzaki i ich kochane dziewczyny rozkręcali całe wesele, podobnie jak przyjaciel Kamila - Malar i moje kumpele ze szkoły - Edytka i Karola wraz ze swoimi połówkami – Łukaszem i Mariuszem… ach ten Mario. No i Białobrzegi... kochana rodzinka. Siostra ze szwagrem, czyli Burki - pseudonim artystyczny nabyty podczas oczepin! Wszyscy gości byli tacy wspaniali - Magda i Mariusz, Piotruś, Pan Mirek i wujek Tadeo, Emila i Jacek, Darek, nasza instruktorka tańca - Dagmara. Bez nich to nie było by to samo! Nasze wspaniałe rodzeństwo - Aga, Maciek i Michał - stróże porządku i dobrej zabawy! I przede wszystkim rodzice, którym wszystko zawdzięczamy, którzy doprowadzili nas do tego momentu w naszym życiu, którzy byli i są wzorem do naśladowania i podporą swoich dzieci!

Hektor! Dzięki Tobie te wspomnienia pozostaną zawsze żywe. Efekt Twojej pracy to OBRAZY MALOWANE UCZUCIAMI I EMOCJAMI! Dziękujemy!   

Agatka :)